PRAWO DO SUKCESU

Co przychodzi Wam do głowy, gdy słyszycie słowo „sukces”? Kasa? Władza? Kariera? Sława?

W naszej zachodniej kulturze sukces jest bardzo utożsamiany z efektem, wynikiem, stanowiskiem. Siłą rzeczy sukces jest dla jednostek, reszta musi obejść się smakiem. Mogą poczytać o tych co sukces osiągnęli w gazetach, pofrustrować się, pozazdrościć, może podopowiadać, że on pewnie ukradł, albo przekupił, a ona się puściła. Zawsze to wtedy łatwiej znieść własnego sukcesu brak. Czytaj dalej

NIE CHCĘ TAKIEJ MIŁOŚCI

Miłość to chyba najpopularniejszy temat piosenek, książek, filmów, rozmów, plotek, ludzkich myśli, marzeń i rozczarowań. Pochłania mnóstwo naszej energii, emocji, czasu. Od najmłodszych lat programowani jesteśmy przez rodzinę, znajomych, media, na wzorzec miłości obowiązujący w naszej kulturze. Bezrefleksyjnie przyjmujemy ten wzorzec jak swój. Przyjmujemy i często skazujemy na wieczne cierpienia, bo bardzo mało ludzi jest w stanie znaleźć w tym schemacie poczucie szczęścia, spełnienia.

A narracja tej miłości wygląda tak:

„Kocham cię. Chcę z tobą być do końca świata. Przy tobie czuję się szczęśliwa. Dzięki tobie moje życie nabiera sensu. Jesteś spełnieniem moich marzeń. Chcę byś był mój i chcę być twoja. Kocham tylko ciebie i chcę byś ty kochał tylko mnie. Chcę poświęcić dla ciebie życie, gdyż jesteś moim przeznaczeniem. Nie spoglądaj na inne, przecież jesteś mój. Nie spotykaj się z innymi, przecież mnie kochasz. Czy ty mnie już nie kochasz? Jeśli mnie zdradziłeś, znienawidzę cię. Proszę, nie opuszczaj mnie, przecież cię kocham. Błagam, nie odchodź, potrzebuję cię, nie mogę bez ciebie żyć.”

Czy to nie brzmi jak pułapka? Jak emocjonalne więzienie? Jak manipulacja i wpędzanie w poczucie winy?
Nie chcę takiej miłości. W moim odczuciu to bardziej egoizm niż miłość. Egoizm oparty na podrasowywaniu poczucia własnej wartości tym, że ktoś zwrócił na mnie uwagę. Oparty na przeświadczeniu, że już inny taki szaleniec się  nie pojawi, więc wszelkimi możliwymi środkami trzeba zatrzymać przy sobie tego tutaj nieszczęśnika. Nie ma co się dziwić, popularne piosenki jak ta poniżej robią swoje:

„No baby, no baby, no baby

No, no, no

If you take your love away from me

Ill go crazy, Ill go insane”

Nawet ci, którzy z pewnością siebie problemu nie mają, postępują dokładnie tak samo. Robią tak, bo taki mamy schemat, bo nie zastanawiają się, czy ten schemat jest dobry, czy ich wspiera, czy może wręcz przeciwnie. Bo nawet jak ktoś ma bardziej otwarte podejście, to otoczenie zasypie go tekstami w stylu: „Puszczasz ją samą? Nie boisz się? Spędzacie oddzielnie Sylwestra? Coś się stało?”. To wzbudza wątpliwości, uruchamia podejrzliwość, a ego podszeptuje „Co ludzie powiedzą, jak się okaże, że mnie zdradza?”

Czy istnieje alternatywa? Czy można inaczej? Można, ale zanim się wkracza w jakiekolwiek relacje bliskiego stopnia trzeba najpierw szanować, kochać , doceniać samego siebie. Bez tego zawsze będziemy żyć w lęku, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, że nie zasługujemy na dobrego partnera, na miłość. Trudne? Dla wielu ludzi na pewno tak, ale warto, bo wtedy miłość może wyglądać zupełnie inaczej:

„Bardzo cię szanuję jako człowieka, imponujesz mi. Szanuję twoją niezależność. Chcę cię wspierać w twoich dążeniach, w spełnianiu się. Dobrze mi z tobą. Lubię z Tobą spędzać czas, śmiać się, wygłupiać. Lubię się dzielić z tobą przeżyciami, myślami, emocjami. Lubię dawać ci przyjemność i lubię, gdy ty mi ją dajesz. Lubię świadomość, że ta chwila tu i teraz jest tylko nasza. Jutro? Jutro będę innym człowiekiem i ty będziesz innym człowiekiem. Ale może nadal będzie nas do siebie ciągnęło. Postarajmy się, żeby tak było….
Cieszy mnie jak spotykasz się z innymi ludźmi, a potem wracasz do mnie.
Zdrada? Zdradzisz mnie jak nie będzie cię przy mnie wtedy, gdy będę cię bardzo potrzebować…
Jeśli będziesz chciał odejść? Pragnę twego szczęścia na równi z moim. Jeśli odejście cię uszczęśliwi będę cieszyć się twoim szczęściem…..
Może wrócisz bogatszy w nowe doświadczenia? Może Cię przytulę z powrotem…”

Jak to, czyli nawet wtedy może ode mnie odejść? Tak, oczywiście, jest to całkiem prawdopodobne. Ale wtedy to już nie jest tragedia. Wtedy to może być nawet dobre. Każdy partner uczy nas czegoś. Uczy nas nowej perspektywy, nowego spojrzenia na świat, na jego piękno, poszerza nasze horyzonty. Uczy nas jak rozumieć ludzi i jak się z nimi skutecznie komunikować. Uświadamia nam kim jesteśmy, jakie są nasze potrzeby i jak najłatwiej je zaspokajać.

Piękny przykład miłości opisuje Ayn Rand w swojej książce „Atlas zbuntowany”. Mężczyzna mówi do ukochanej kobiety: „…A gdy zobaczę jak uśmiechasz się z podziwem na widok nowej huty miedzi, którą zbudowałem, to będzie inna forma tego, co czułem, gdy byłem z Tobą w łóżku. Czy będę chciał się z Tobą kochać? Szalenie. Czy będę zazdrościł mężczyźnie, który z Tobą sypia? Oczywiście. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież to tak wiele – po prostu mieć Ciebie tutaj, kochać Cię i żyć.”

W taką miłość wierzę. W miłość bez zaborczości, zawłaszczania, ograniczania. To miłość, która może trwać wiecznie i którą można czuć do wielu osób jednocześnie. Ale to już temat na kolejny artykuł 🙂

20160816_124949

RODOS OD KUCHNI

Turyści spędzają czas na plaży kiedy słońce świeci najmocniej i jest najbardziej szkodliwe dla skóry. Kiedy jest chłodniej, przyjemniej, chowają się w pokojach. Do jedzenia wybierają znane im od lat potrawy serwowane w hotelach. Gdziekolwiek nie polecą, dostaną to samo. Zmieniają tylko leżaki skierowane w stronę słońca (bo przecież trzeba się opalić), nie w stronę pięknych widoków. Rozmawiają ze sobą nawzajem i z innymi gośćmi hotelowymi. Czytaj dalej

KAWAŁEK SZCZĘŚCIA

Wielu filozofów zastanawiało się  nad szczęściem. Jedne z najlepszych moim zdaniem definicji to:
„Szczęśliwy ten, kto żyje w zgodzie że swoimi przekonaniami, wartościami”
„Szczęście jest wtedy, gdy kładziesz sie spać ze spokojnym sumieniem”.

Niedawno uświadomiłem sobie co dużą część z nas unieszczęśliwia, a często wręcz prowadzi do frustracji.

Ludzie po zaspokojeniu podstawowych potrzeb fizjologicznych, schronienia, jedzenia itd. najbardziej pragną uznania.

To uznanie może być w różnej formie w zależności od potrzeb danej osoby. Dla jednego pełnią szczęścia będzie udany związek. Dla innych ważniejsza jest praca, kariera. Pracują, starają się, zostają po godzinach po to, by szef ich pochwalił, by dostać podwyżkę, awans, wycieczkę itp. Niektórzy rozwijają własną firmę, by cieszyć się zwiększonymi obrotami, zyskami, większym udziałem w rynku, wyeliminowaniem konkurenta, itd.

Poświęcamy się też dla dzieci, by napawały nas kiedyś dumą, dla przyjaciół, by nas lubili i by mieć to poczucie, że w trudnej chwili mamy na kogo liczyć.  I ważne jest teraz co dzieje się z nami, gdy ta nagroda w postaci uznania nie przychodzi. Gdy poświęciliśmy mnóstwo czasu, energii, talentu, a nie słyszymy miłego słowa od bliskiej osoby, gdy podwyżkę dostał ktoś, kto się lenił. Gdy przetarg wygrała firma z gorszą ofertą, po znajomości. Gdy przyjaciółka, jak znalazła sobie faceta przestała do nas dzwonić.

To wszystko są zdarzenia nad którymi nie mamy kontroli. Mamy wpływ (staramy się, by było dobrze), ale nie mamy gwarancji powodzenia. I tak naprawdę jak obserwuje się życie i słucha ludzi, jak narzekają, można odnieść wrażenie, że najczęściej nie dostają tego uznania, którego tak bardzo pragną, że świat z zasady cechuje się niedoborem uznania. Zresztą jest to całkiem logiczne ze statystycznego punktu widzenia. Szef jest jeden, pracowników wielu, lider rynku jest jeden, pretendentów wielu.

Jak możemy sobie pomóc? Z czysto egocentrycznego punktu widzenia warto przeformułować myśli, jakie towarzyszą naszym działaniom. Mniej koncentrować się na efektach, na tym co z tego będziemy mieć, a bardziej na samym procesie, na tym, że lubimy to, co robimy,  że robimy coś ważnego, potrzebnego, że dzięki nam czyjeś życie staje się łatwiejsze, ciekawsze, przyjemniejsze.

A tak zupełnie poza tym fajnie jest wyrobić sobie prosty nawyk dawania uznania ludziom, od których coś kupujemy, którzy są naszymi pracownikami, dostawcami, urzędnikami, czyszczą naszą ulicę, czy klatkę schodową. Kiedy usłyszą od nas „dziękuję” i dostaną w rewanżu uśmiech, a może nawet pochwałę (nawet jeśli robią to co jest ich „zasranym obowiązkiem i za to im płacą”), ich praca będzie przyjemniejsza, będą się czuli bardziej docenieni, a w rezultacie szczęśliwi.

Reasumując:
Nie myślę o efektach swoich działań. Koncentruję się na sensie i satysfakcji z ich wykonywania.

Nie szczędzę miłego słowa i uśmiechu innym. Ta pozytywna energia prędzej, czy później wraca.
I nie myślę o tym kiedy i w jakiej formie do mnie wróci! Myślę o tym, że właśnie mówię coś, co sprawia radość innej osobie i że to jest… przyjemne 🙂

MAŁŻEŃSTWO

„I nie opuszczę cię aż do śmierci”

Tymi słowami ludzie raczą się podczas ceremonii ślubu. To bardzo odważne zważywszy, że ludzie, ich charakter,  zainteresowania, oczekiwania, potrzeby zmieniają się. To odważne obiecać komuś, że zawsze będzie cię interesował, podniecał, że będzie ci bliski.

Mam wrażenie, że niejeden wypowiadając te słowa sam na siebie zastawia pułapkę. Małżeństwo zamiast spełnieniem, może stać się klatką. Nie dziwne, że około 2/3 małżonków prędzej czy później zdradza swojego partnera/partnerkę.

Czy zatem nie wstępować w związek małżeński? Można, wszystko jest w końcu dla ludzi. Dobrze jest jednak zastanowić się po co. Czy dlatego, że rzeczywiście wiąże mnie z tym człowiekiem wyjątkowa więź, którą chcę celebrować, dzielić się nią. Czy też może poczucie, że tak się powinno zrobić, że tego ode mnie oczekuje rodzina, znajomi, Kościół, media, społeczeństwo. Dobrze mieć z tyłu głowy potencjalne konsekwencje i nie stękać po roku, dwóch, czy pięciu „on mnie już nie kocha…” tylko dlatego, że przespał się z inną, albo nie patrzy na ciebie z iskrami w oczach.

Nie patrzy, bo świadomość bezwarunkowej wierności, stabilności i bezpieczeństwa bywa po prostu nudna.

Może naprawdę lepsze byłyby ustne, czy wręcz sporządzane na piśmie, kontrakty terminowe? Przynajmniej ludzie mieliby wciąż motywację, by się starać, by dbać o tę drugą osobę. Ślub często oznacza koniec fazy zdobywania. Zaczyna się samozachwyt i stagnacja.

Wiele osób wchodzi w małżeństwo z nadzieją, że  to zmieni coś w związku na lepsze. Niektórzy, by poprawić swój związek decydują się na dzieci. Niestety zwiększanie zaangażowania w kiepskim związku najczęściej prowadzi jeszcze do jego pogorszenia.

Chciałbym kiedyś się ożenić. Na pewno nie teraz. Ale kiedyś. Gdy będę z osobą, z którą przeżyłem wiele lat, podróży, zmian, wstrząsów, kryzysów, a jednak wciąż chcemy być razem.

BLIND JAM

Wyobraź sobie salę, w której jest około 50 osób. Zakładasz opaskę na oczy, gasną światła. Na początku po prostu leżysz na podłodze, relaksujesz się, medytujesz. Potem stopniowo zaczynasz się ruszać. Powoli, niespiesznie, delikatnie. Twoje dłonie, stopy napotykają ciała innych ludzi. Dłonie innych ludzi napotykają Twoje ciało, głowę, włosy. Dotykają Cię. Delikatnie, czule, ale nie namiętnie, zaczynasz się podnosić, ruszać, opierać swoje ciało o innych, inni opierają się o Ciebie. Kładziesz głowę na czyichś kolanach. Ktoś napotyka Twoją chłodną dłoń, bierze ją w swoje dłonie, pociera, chucha na nią. Dotykają Cię dłonie męskie, ale też kobiece. Twoje stopy napotykają stopy innej osoby, splatają się, ocierają o siebie. Dotykasz, ale nie wiesz kogo. Dotyka Cię ktoś, ale nie wiesz kto. Czujesz zapachy innych ciał, czasem perfum, czujesz niezwykłą bliskość…

Niesamowite, zupełnie nowe doznania, na które trafiłem zupełnie przypadkiem. Jeśli będziecie mieli okazję uczestniczyć w takich warsztatach zdecydowanie polecam. Świetny sposób na oswojenie się z dotykiem, nabranie zaufania do innych ludzi i poznawanie samego siebie.

Widzicie się w tym?

blind jam 6 blind jam 5 blind jam 4 blind jam 1

NOWA REWOLUCJA – DRUK 3D

W historii świata było już parę rewolucji, ale to co dzieje się teraz jest moim zdaniem największą zmianą cywilizacyjną, z jaką mieliśmy dotychczas do czynienia. I nie chodzi mi o technologię druku 3D samą w sobie, która jest genialna i którą przybliżę pokrótce parę wierszy niżej. Chodzi mi o rewolucyjne zmiany, jakie zachodzą w kontekście finansowania, opracowywania i udostępniania nowych technologii. Zmiany te nie byłyby możliwe bez rozpowszechnienia się Internetu. Dzięki Internetowi informacje i zasoby są w stanie docierać w błyskawicznym tempie do milionów ludzi.  Miliony ludzi w mgnieniu oka są w stanie udzielić poparcia, bądź odrzucić daną ideę, koncept, nowinkę, technologię. To poparcie może wyrazić się we wsparciu nie tylko werbalnym, ale i finansowym. Dzięki koncepcji crowdfundingu w serwisach takich jak Kickstarter możesz przekazać dowolną kwotę na rozwój danego produktu. Ze zgromadzonych w ten sposób pieniędzy autorzy pomysłu opracowują w szczegółach, prototypują, a następnie wytwarzają dany produkt, usługę, dzieło sztuki. Można to nazwać swego rodzaju demokracją technologiczno-produkcyjną. Dzięki niej zdolni, kreatywni ludzie angażują swoje talenty i energię w tworzenie dóbr, na które jest zapotrzebowanie na rynku, a nie w prototypy, których historia zakończy się na strychu. Jest to rewolucja zarówno dla odbiorców, którzy zaczynają mieć wpływ na to, nad czym przedsiębiorcy pracują, ale również dla twórców. I najlepsze jest to, że nie trzeba być rekinem biznesu, wybitnym inżynierem, czy naukowcem, żeby z tej rewolucji korzystać. Możesz być 9-letnim dzieckiem, które swoim nieskalanym umysłem zauważy potrzebę, którą trzeba zaspokoić, a w Internecie znajdą się programiści, graficy, inżynierowie, którzy zechcą to zrealizować. Użytkownicy Kickstartera z kolei finansują powstanie tego dzieła. Teraz każdy, kto ma dobre pomysły może tworzyć, do niedawna był to przywilej dla nielicznych. 

Wracając do druku 3D totalnie rewolucyjne jest to, że nie jest to technologia obwarowana milionami patentów i chroniona w sejfach szwajcarskich banków. KAŻDY, dosłownie każdy! może sobie ściągnąć z Internetu instrukcję obsługi jak taką drukarkę 3D wykonać samodzielnie. Nie wymaga drogich części, koszt jej samodzielnej budowy zamyka się w około 1000 zł. Jeśli nie masz zmysłu majsterkowicza możesz obecnie najprostszą drukarkę kupić za około 3000 zł. Koszty eksploatacją są jeszcze niższe. Za kilogram sproszkowanego materiału (tworzywa cztuczne, metal) płaci się około 60 zł. Z kilograma materiału można wyprodukować masę przedmiotów. Oto kilka przykładów:

1. Klucz

Zgubiłeś klucz i nie możesz się dostać do domu? Zadzwoń do osoby, która ma drugi klucz, poproś, by go zeskanowała i przesłała Ci mailem model klucza, a następnie wydrukuj klucz zapasowy.3d_printed_key-700x466

2. Złamała, bądź zużyła się część urządzenia, do którego nie ma serwisu? Jeśli masz drugą taką samą można je zeskanować i wydrukować zamiennik. Jeśli nie masz identycznej, trzeba najpierw zaprojektować zniszczoną część w programie typu Auto CAD. k-bigpic

3. Zginęło parę klocków z ulubionego kompletu? Nic prostszego wydrukuj zamienniki na drukarce15ofcas

4. Taki gadżet jeśli masz trochę wyobraźni możesz zaprojektować sam, bądź przeszukiwać wciąż rosnącą bazę  gotowych modeli zamieszczonych w Internecie if-you-need-a-hand-with-the-groceries-you-can-print-a-bag-holder-to-make-it-a-little-easier

Fenomenalnym i chyba unikatowym zjawiskiem jest demokratyzacja technologii druku 3D, która spowodowała, iż nie tylko koncerny mogą na niej zarabiać, ale także małe firemki, a nawet indywidualne osoby, artyści, projektanci, majsterkowicze, którzy mogą odpłatnie udostępniać swoje projekty.

Jaka jest przyszłość? Wygląda na to, że pójdzie dwoma torami. Pierwszy to nieduże, proste drukarki na użytek domowy do drukowania w miarę prostych form, zamiast pójścia do sklepu. Patrząc na tempo w jakim ta technologia się rozwija nie zdziwię się jak za 10 lat drukarkę będzie można kupić za 300 zł i będzie obecna w co drugim gospodarstwie domowym. Drugi to duże, profesjonalne, zaawansowane i specjalizowane drukarki, które będą wykorzystywane przez przemysł do produkcji elementów domów, pojazdów, protez kończyn i kręgosłupa, a nawet organów ludzkich.

 3D-printing-creates-bionic-ear-with-range-beyond-human-hearing

Produkcja jedzenia również może przejść metamorfozę. Trzeba będzie wymyślić nieskończoną liczbę nazw dla nowych form makaronów.

 3d_printed_food_janne_kyttannen_2-thumb-468x333-53050

Dla ludzi, którzy łączą sztukę z jedzeniem druk 3D to jak gwiazdka z nieba. eat-my-face

 

ciacho

Niewątpliwie druk 3D stwarza największą szansę i wartość w przypadku produkcji małych serii przedmiotów, bądź pojedynczych egzemplarzy. Koszty takiego tworzenia spadają dramatycznie. Być może jednak technologia ta zrewolucjonizuje również produkcję masową. Czas pokaże.

 

POCZUCIE WINY

Ileż razy słyszę słowa „to twoja wina”, „to przez mnie” itp. Cóż za wspaniałe narzędzie do psucia samopoczucia, albo co gorsza poczucia własnej wartości 🙂

Przypisywanie winy sobie, czy innym nic nie wnosi! Ludzie popełniają błędy i będą je popełniać. Jeśli masz dobre intencje, a wychodzi nie tak, jak zakładasz, po prostu wyciągaj wnioski, ucz się i idź dalej! Bez tych zbędnych bagaży na plecach w postaci wyrzutów sumienia i poczucia winy. To tylko przytłacza, przyciska do ziemi i męczy. Odpuść sobie i odpuść innym! Wyrzuć to słowo ze swojego słownika, a życie będzie piękniejsze 🙂

moja-wina

Jeśli uważasz ten wpis za pomocny podziel się nim klikając Share. Dzięki!

KTO NAS INSPIRUJE

No właśnie, kto Was inspiruje do życia, do działania? Niedawno pojawiło się kilka osób, których dokonania bardzo cenię i niewątpliwie mnie inspirują. Oto jedna z nich:

Antonio Gaudi

Genialny,  a w moim odczuciu najgenialniejszy architekt świata. Właściwie powiedzenie o nim, że był architektem nie przekonuje mnie. On był przede wszystkim wielkim artystą, który dawał upust swojej twórczości w architekturze. Jeśli ktoś nie miał okazji zobaczyć na żywo jego dzieł to bardzo mocno zachęcam. I nie spiesz się. Daj sobie czas, by poczuć, by spróbować zrozumieć  tę prostotę myślenia, która płodziła tak niesamowite budowle. Prostotę, gdyż Gaudiego, który wychował się w wiosce inspirowała przyroda, natura, harmonia. Stąd w jego dziełach znajdziecie mnóstwo elementów nawiązujących do drzew, owoców, czy zwierząt. Każde jego dzieło było osobliwe, do każdego podchodził indywidualnie, starał się wniknąć w potrzebę i odzwierciedlić w nim naturę rzeczy, osoby, czy idei dla której tworzył.

Był innowatorem jeśli chodzi o systemy wentylacji, jak również projektowania budynków tak, by oświetlić wszystkie komnaty w jak największym stopniu światłem dziennym. Nie używał kątów prostych.

Jeśli jego artystyczna dusza kazała mu łamać zasady, nie bał się tego robić. Nawet jeśli chodzi o tak delikatny temat jak religia. Stąd jego Sagrada Familia jest jedynym kościołem świata, na którym Jezus Chrystus został uwieczniony nagi.

52sys

inspiracja

inspiracja2

Jeśli uważasz ten wpis za pomocny podziel się nim klikając Share. Dzięki!

PO CO KOMU MIŁOŚĆ?

W niemal każdym filmie, w prawie każdej książce, sztuce, czy operze pojawia się słowo ‘miłość’. Ludzie jej pragną, szukają, znajdują, tracą i tak w koło. Każdy chce słyszeć magiczne słowa „kocham cię”, mieć przekonanie, że jest kochanym.  I nie chodzi tu o miłość rodzicielską, czy siostrzaną, bo to przecież oczywiste, że rodzina musi nas kochać. Biegamy za miłością ze strony partnera, czy partnerki, najlepiej jeszcze jak będzie romantyczna.

Tymczasem czy życie nie byłoby o wiele łatwiejsze i może nawet suma sumarum przyjemniejsze, gdybyśmy nie wiedzieli, że coś takiego w ogóle istnieje? Nie chodzi mi o to, by nie cieszyć się bliskością, motylami w brzuchu, pierwszą randką, pocałunkiem, oczekiwaniem kolejnego spotkania. To są przeżycia bezcenne. Chodzi mi o ciągłe zadawanie pytań „czy on mnie kocha?”, „czy ja go kocham?” itd. Bo po co? Jakie to ma znaczenie? Czy nie lepiej po prostu przeżywać całym sobą te wyjątkowe chwile bez zapychania sobie głowy głupotami?

Jest tyle definicji słowa ‘miłość’, ile ludzi na świecie. Każdy przez swoje doświadczenia, środowisko w jakim dorastał, postrzega je inaczej. Nieuniknione zatem są nieporozumienia, a co za nimi idzie rozczarowania.

Jest przecież wiele sformułowań, o wiele bardziej precyzyjnych, które pozwalają wyrazić uczucia jak choćby:

  • lubię z tobą spędzać czas
  • czuję się przy tobie bezpiecznie
  • czuję się przy tobie komfortowo
  • zależy mi na twoim zdrowiu
  • cieszę się twoimi sukcesami
  • pociągasz mnie
  • pragnę cię
  • chcę mieć z tobą dzieci

To nie jest tak, że mówienie ‘kocham cię’ jest głupie, czy złe, ale może warto:

  • jak mówisz ‘kocham cię’ dopowiedzieć co się za tym kryje
  • jak ktoś ci mówi ‘kocham cię’ zapytać co przez to rozumie
  • nigdy nie wymuszać na kimś, by mówił, że cię kocha
  • nie nadużywać tego wyznania, bo brzmi ono naprawdę magicznie, gdy słyszysz je w szczególnych momentach

Ja osobiście przestałem gonić za czymś, co jest tak ulotne i niedookreślone. Nie szukam miłości, nie czekam na cud. Spotykam się z ludźmi, chodzę na randki, całuję się, ląduję w łóżku jeśli czuję pociąg. Nie oczekuję, że będzie kolejny krok. Daję sobie czas na poznanie siebie, swoich potrzeb, na poznanie partnerki, na poznanie w jakiej relacji dobrze się czuję.

Ważne jest dla mnie, czy ta osoba szanuje to, kim jestem, czy docenia moje zalety, czy potrafi zaakceptować moje słabości, czy mogę na nią liczyć w trudnych momentach, ale i w zwykłych codziennych sprawach. Czy są rzeczy, cechy, za które choć w minimalnym stopniu mnie podziwia.

Warto zawsze być sobą, być szczerym względem siebie i innych. Nie udawać ‘ideału’ po to, by partnera nie zrazić. Prędzej, czy później prawdziwe ja wychodzi na jaw. Lepiej niech to się stanie prędzej, bo szkoda inwestować czas i nadzieję w relację, która być może i tak nie ma szans powodzenia. A nic tak nie zraża partnera jak to, że w pewnym momencie okazuje się, że przez kawał czasu był oszukiwany.

Podziwiam ludzi, którzy biorą ślub nie pomieszkawszy nawet ze sobą. Obraz partnera potrafi  się zmienić diametralnie przez drobiazgi, przez to, że jego ciuchy walają się po całym domu, a ona przed wyjściem do pracy przez godzinę blokuje łazienkę. Mieszkanie razem to codzienność, schematy, powtarzalność. Oczywiście można sobie obiecywać „u mnie tak nie będzie”, ale wiem, że jest to bardzo trudne do zrealizowania. Dlatego warto ze sobą pomieszkać i przekonać się, czy w takich warunkach, kiedy to, za czym do tej pory tęskniliśmy, teraz mamy na wyciągnięcie ręki. Czy nadal chcemy się przytulać, całować, być blisko tej osoby, czy nadal mamy na siebie ochotę. Czy mamy o czym rozmawiać oprócz bieżączki typu zakupy i co jutro na obiad?

Jak to się wszystko uda, to pozostaje tylko się cieszyć relacją i nie zaprzątać sobie głowy pytaniami „czy to jest miłość?”. Paradoksalnie wtedy wszystko może zacząć się pieprzyć, gdyż mózg podświadomie będzie wyszukiwał złe symptomy, by odpowiedzieć „nie”, albo „już nie”.

Zamiast pytać o miłość, pytam „czy jest mi dobrze?”, „czy dobrze się czuję w tej relacji?”, „uczę się czegoś, rozwijam?”, „czy wnoszę coś pozytywnego do życia partnera/partnerki?”, „czy ta relacja mnie wspiera, czy ogranicza?”.