NIE CHCĘ TAKIEJ MIŁOŚCI

Miłość to najpopularniejszy temat piosenek, książek, filmów, rozmów, plotek, ludzkich myśli, marzeń i rozczarowań. Pochłania mnóstwo naszej energii, emocji, czasu. Od najmłodszych lat programowani jesteśmy przez rodzinę, znajomych, media, na wzorzec miłości obowiązujący w naszej kulturze. Bezrefleksyjnie przyjmujemy ten wzorzec jak swój. Przyjmujemy i często skazujemy na wieczne cierpienia, bo bardzo mało ludzi jest w stanie znaleźć w tym schemacie poczucie szczęścia, spełnienia.

A narracja tej miłości wygląda tak:

„Kocham cię. Chcę z tobą być do końca świata. Przy tobie czuję się szczęśliwa. Dzięki tobie moje życie nabiera sensu. Jesteś spełnieniem moich marzeń. Chcę byś był mój i chcę być twoja. Kocham tylko ciebie i chcę byś ty kochał tylko mnie. Chcę poświęcić dla ciebie życie, gdyż jesteś moim przeznaczeniem. Nie spoglądaj na inne, przecież jesteś mój. Nie spotykaj się z innymi, przecież mnie kochasz. Czy ty mnie już nie kochasz? Jeśli mnie zdradziłeś, znienawidzę cię. Proszę, nie opuszczaj mnie, przecież cię kocham. Błagam, nie odchodź, potrzebuję cię, nie mogę bez ciebie żyć.”

Czy to nie brzmi jak pułapka? Jak emocjonalne więzienie? Jak manipulacja i wpędzanie w poczucie winy?
Nie chcę takiej miłości. W moim odczuciu to bardziej egoizm niż miłość. Egoizm oparty na podrasowywaniu poczucia własnej wartości tym, że ktoś zwrócił na mnie uwagę. Oparty na przeświadczeniu, że już inny taki szaleniec się  nie pojawi, więc wszelkimi możliwymi środkami trzeba zatrzymać przy sobie tego tutaj nieszczęśnika. Nie ma co się dziwić, popularne piosenki jak ta poniżej robią swoje:

„No baby, no baby, no baby

No, no, no

If you take your love away from me

Ill go crazy, Ill go insane”

Nawet ci, którzy z pewnością siebie problemu nie mają, postępują dokładnie tak samo. Robią tak, bo taki mamy schemat, bo nie zastanawiają się, czy ten schemat jest dobry, czy ich wspiera, czy może wręcz przeciwnie. Bo nawet jak ktoś ma bardziej otwarte podejście, to otoczenie zasypie go tekstami w stylu: „Puszczasz ją samą? Nie boisz się? Spędzacie oddzielnie Sylwestra? Coś się stało?”. To wzbudza wątpliwości, uruchamia podejrzliwość, a ego podszeptuje „Co ludzie powiedzą, jak się okaże, że mnie zdradza?”

Czy istnieje alternatywa? Czy można inaczej? Można, ale zanim się wkracza w jakiekolwiek relacje bliskiego stopnia trzeba najpierw szanować, kochać , doceniać samego siebie. Bez tego zawsze będziemy żyć w lęku, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, że nie zasługujemy na dobrego partnera, na miłość. Trudne? Dla wielu ludzi na pewno tak, ale warto, bo wtedy miłość może wyglądać zupełnie inaczej:

„Bardzo cię szanuję jako człowieka, imponujesz mi. Szanuję twoją niezależność. Chcę cię wspierać w twoich dążeniach, w spełnianiu się. Dobrze mi z tobą. Lubię z Tobą spędzać czas, śmiać się, wygłupiać. Lubię się dzielić z tobą przeżyciami, myślami, emocjami. Lubię dawać ci przyjemność i lubię, gdy ty mi ją dajesz. Lubię świadomość, że ta chwila tu i teraz jest tylko nasza. Jutro? Jutro będę innym człowiekiem i ty będziesz innym człowiekiem. Ale może nadal będzie nas do siebie ciągnęło. Postarajmy się, żeby tak było….
Cieszy mnie jak spotykasz się z innymi ludźmi, a potem wracasz do mnie.
Zdrada? Zdradzisz mnie jak nie będzie cię przy mnie wtedy, gdy będę cię bardzo potrzebować, gdy mnie oszukasz.
Jeśli będziesz chciał odejść? Pragnę twego szczęścia na równi z moim. Jeśli odejście cię uszczęśliwi będę cieszyć się twoim szczęściem…..
Może wrócisz bogatszy w nowe doświadczenia? Może Cię przytulę z powrotem…”

Jak to, czyli nawet wtedy może ode mnie odejść? Oczywiście, jest to całkiem prawdopodobne, na tym polega wolność. Ale wtedy to już nie jest tragedia. Wtedy to może być nawet dobre. Każdy partner uczy nas czegoś. Uczy nas nowej perspektywy, nowego spojrzenia na świat, na jego piękno, poszerza nasze horyzonty. Uczy nas jak rozumieć ludzi i jak się z nimi skutecznie komunikować. Uświadamia nam kim jesteśmy, jakie są nasze potrzeby i jak najłatwiej je zaspokajać.

Piękny przykład miłości opisuje Ayn Rand w swojej książce „Atlas zbuntowany”. Mężczyzna mówi do ukochanej kobiety: „…A gdy zobaczę jak uśmiechasz się z podziwem na widok nowej huty miedzi, którą zbudowałem, to będzie inna forma tego, co czułem, gdy byłem z Tobą w łóżku. Czy będę chciał się z Tobą kochać? Szalenie. Czy będę zazdrościł mężczyźnie, który z Tobą sypia? Oczywiście. Ale jakie to ma znaczenie? Przecież to tak wiele – po prostu mieć Ciebie tutaj, kochać Cię i żyć.”

W taką miłość wierzę. W miłość bez zaborczości, zawłaszczania, ograniczania. To miłość, która może trwać wiecznie i którą można czuć do wielu osób jednocześnie. Ale to już temat na kolejny artykuł 🙂

2 myśli nt. „NIE CHCĘ TAKIEJ MIŁOŚCI

  1. JM

    Ech ta miłość. A w zasadzie to co poprzez wieki zostało cywilizacyjnie zdefiniowane jako miłość. W naszej szerokości geograficznej a w zasadzie w kręgu kulturowym dźwigającym na grzbiecie Chrześcijańskie piętno, miłość jako zbiór emocji i zachowań, została upośledzona, wykastrowana, obrzucona ciężarem pojęć współistniejących niemalże nierozerwalnie jak: wieczność, jedyny wybór, nieomylność …. i moje ulubione „aż do śmierci”.
    Jeśli tak ma wyglądać jedyna i możliwa realizacja i trwanie w miłości, to ja to, kolokwialnie mówiąc, pierdole.
    W pojęciu miłości jest wiele sprzeczności, jedna z nich to mit, że miłość jest na wyłączność, niepodzielności. Tzn, że co? Że nie można kochać dwójki dzieci? Że tylko jedno? Że nie można kochać dwójki lub więcej kobiet?
    Miłość według tej definicji to jakieś kajdany lub jak to autor bloga napisał pułapka, która pod absolutną definicją ukrywa udrękę i ograniczenia. Taki wzorzec to koślawy twór okrojony przez tradycję, wykastrowany z emocji i szczerości, w dodatku obciążone wybujałymi oczekiwaniami.

    Odpowiedz
    1. Sławomir Łebkowski Autor wpisu

      Wiesz tak naprawdę nie ma nic złego w tym, że „do śmierci”, że „tylko jedna” jeśli to tak wychodzi w życiu, że nie pragniesz innej i chcesz być cały czas z tą właśnie jedną osobą (i to się sporadycznie przecież zdarza). Problem jest w oczekiwaniach, które nakładają kajdany i tym, że panuje przekonanie, że jak się nie deklarujesz, że chcesz dozgonnej monogamii to znak, że masz niecne intencje…
      No ale to już ktoś wcześniej powiedział, że dla ludzi nie ważna jest rzeczywistość, fakty. Ważne są ich pragnienia, marzenia. Jeśli prawda burzy marzenia, to ludzie nie chcą tej prawdy, wybierają iluzję. A to, że marzenia zostały zbudowane na bardzo wątpliwym przekonaniu, to już inna sprawa.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + 3 =